• Wpisów:50
  • Średnio co: 37 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 18:45
  • Licznik odwiedzin:3 282 / 1919 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zadzwonił dzwonek na przerwę. Nareszcie. Spakowałam książki i wyszłam z sali. Reszta dnia zleciała zadziwiająco szybko, więc ani się obejrzałam już opuszczałam salę, w której odbywała się moja ostatnia dzisiejsza lekcja. Przypomniałam sobie, że po lekcjach mam trening, więc skierowałam się w stronę szkolnej siłowni. Parę minut później już się przebierałam w mój ulubiony luźny, szary T-shirt z nadrukiem oraz krótkie, czarne, dresowe spodenki. Znoszone szkolne trampki zamieniłam na adidasy. Chwilę później wyszłam z przebieralni. Wchodząc do sali treningowej poczułam metaliczną woń potu zmieszanego z czymś stęchłym. Zmarszczyłam nos. Na pierwszy rzut oka sala ta wydawała się być zwyczajna, ale jej przestronność jednak robiła wrażenie. Ustawione w niej były dwa ringi oraz wiele przeróżnych sprzętów siłowych, zaczynając od drążka a kończąc na bieżni. Prawdę mówiąc, było tu niemal wszystko. W pierwsze dziesięć minut trener powiedział nam byśmy się rozgrzali. Podeszłam do worka treningowego, wcześniej jednak zakładając dopasowane rękawice boxerskie. Chwilę skacząc w miejscu, przekrzywiłam głowę w jedną i drugą stronę, później ustawiłam się w pozycji boxerskiej. Tak jak mnie uczono; lewa nogo ustawiona z przodu, stopa lekko przechylona w prawo. Prawa noga z tyłu, na palcach, tak aby szybciej chodzić i robić uniki, lewa postawiona cało na ziemi. Nogi ugięte, na szerokości bioder, plecy zgarbione, tułów skulony, łokcie przy ciele, ręce blisko twarzy. Głowa spuszczona nisko, w taki sposób, że nawet jeśli dostaniesz, to powinieneś ochronić się czołem. W uderzeniach liczy się dynamika i siła a także oddech. Zamachnęłam się i uderzyłam. Worek się zachwiał. Zmarszczyłam brwi; to nie wystarczy, ale dopiero się rozkręcam. Wykorzystując poznane dotąd techniki, balansując na palcach podeszłam do worka i zaczęłam z całej siły uderzać. Worek wreszcie zaczął rytmicznie się poruszać.
- Woo-hoo! – krzyknął ktoś za mną – kogo ja tu widzę?
Odwróciłam się ciężko dysząc. To znowu ten koleś. Spojrzałam na niego spod zmarszczonych brwi.
- Kogo jak kogo, ale ciebie się tutaj nie spodziewałem – odezwał się z tym swoim bezczelnym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy. Był coraz bardziej denerwujący – ale muszę przyznać, że całkiem nieźle ci idzie.
„Całkiem nieźle” ?! Parsknęłam. Za kogo on się uważa?
- Jeżeli już powiedziałeś co miałeś do powiedzenia, to czy mógłbyś już sobie pójść? – powiedziałam ze złośliwością – przeszkadzasz mi.
W odpowiedzi tylko się roześmiał. Roześmiał.
- Rozgrzana? – spytał nasz trener tuż za mną. Nie lubię jak ktoś się za mną skrada, więc wydałam z siebie niemy okrzyk zaskoczenia. – widzę, że już się poznaliście.
- C-co? – zająknęłam się.
- Nathan będzie twoim trenerem – oznajmił ze spokojem mężczyzna.
- Coo?! – tym razem się nie zająknęłam, ale za to podniosłam głos.
Nathaniel był wyraźnie rozbawiony moją reakcją i całą tą sytuacją, co mnie irytowało.
- Chyba naprawdę nie zdajesz sobie sprawy kto właśnie przed tobą stoi – zaśmiał się krótko mężczyzna – przedstawiam ci Nathaniela Merrick’a – zawodowego boxera, który mimo tak młodego wieku uzyskał wiele osiągnięć.
Wow. To robiło wrażenie
Nathan nadal się uśmiechał patrząc na mnie tym swoim przenikliwym spojrzeniem , a ja czułam coraz gorętsze ciepło rozchodzące się po policzkach. Odetchnęłam głęboko i powiedziałam:
- To bierzmy się do roboty – mówiąc to wyminęłam go, ale złapał mnie za rękę i odwrócił ku sobie. Jego twarz była niebezpiecznie blisko mojej. Poczułam, że moje tętno stało się szybsze. Wszelkie myśli, które nagle pojawiły się w mojej głowie, zostały zagłuszone głośnymi uderzeniami serca. Właściwie nie wiem, o czym myślałam w tamtym momencie, ale owe myśli zostały doszczętnie unicestwione. Patrząc w jego oczy naszło mnie pragnienie by utopić się w tych głębokich, czarnych otchłaniach.
- Ring jest w tamtą stronę – oznajmiając to wskazał drugą dłonią kierunek.
- Ring? – spytałam zaskoczona lekko marszcząc brwi.
- Tak – potaknął z rozbawioną miną – Jeśli mam być twoim trenerem to będziemy musieli użyć jednego z ringów.
Chwilę zastanawiałam się co mu odpowiedzieć i w końcu się zdecydowałam.
- Zgoda – odparłam obojętnie, ale tak naprawdę w środku czułam się jak rozgrzany do czerwoności czajnik.
- Dobrze – powiedział – poczekaj tu na mnie, zaraz wrócę.
Po tych słowach odszedł. Chwilę tak stałam i patrzyłam jak się oddala. Przyznam, że miałam mieszane uczucia co do niego. Z jednej strony był chamski i bezczelny ale z drugiej jednak coś w nim mnie intrygowało. Tylko nie wiedziałam co. Przekrzywiłam głowę w prawo i rozmyślałam. Nagle ktoś pojawił mi się przed oczami.
- No proszę – chłopak, który stał przede mną był niewiele starszy ode mnie, ale kilkudniowy zarost dodawał mu parę lat, przez co wyglądał dojrzalej. Musiałam też przyznać, że był naprawdę wysoki. Z jego rozczochranych, kruczo czarnych włosów spływały pojedyncze kropelki potu. Ubrany był w czarną koszulkę oraz spodenki tego samego koloru, sięgające mu do kolan. Widać było, że dużo ćwiczył. Był wysportowany jak mało kto, a na jego mięśniach ramion, które drżały przy każdym jego ruchu widniały przeróżne tatuaże. Było też coś co szczególnie przykuło moją uwagę; przez jego prawe oko przeciągnięta była blizna prowadząca, aż do ucha. Wyglądała strasznie. Chyba to dzięki niej odstraszał ludzi. Widać było, że nie jest zbyt towarzyski. Jego szare oczy świdrowały mnie na wylot. Prawdę mówiąc, on cały wydawał się groźny – nie myślałem, że taka mała dziewczynka jak ty trenuje box. W każdym razie nieudolnie – kiedy to dodał ściągnęłam brwi. Co on sobie wyobraża? Że może tak podchodzić i wyrażać swoją opinię? Miałam głęboko to co on myśli. I nie dałam się sprowokować. Prychnęłam.
- Nawet mnie nie znasz – powiedziałam oschle.
- Nie muszę – rzucił.
Cała się napięłam. Mogłam mu udowodnić jakiego mam silnego sierpowego – pomyślałam i momentalnie poczułam przypływ mocy. Zmrużyłam oczy i wpatrywałam się w jego bliznę. Może u większości osób wywoływała przestrach, ale według mnie nie była taka straszna. To tylko blizna. Chociaż może nie tylko? Może ukrywa jakieś mroczne tajemnice? Wreszcie osiągnęłam taki efekt jaki zamierzałam. Chłopak chyba nie lubił jak się wpatruje w jego bliznę. I w przeszłość.
- Irytujesz mnie – powiedział rozdrażniony – Jeśli tak bardzo chcesz mi coś udowodnić, to mi to pokaż. W walce.
Uśmiechnęłam się szeroko. Na to czekałam. Ustawiłam się w pozycji obronnej a on w zamian rzucił mi uśmiech podobny do tego, jakim kot mógł obdarzyć mysz przed pożarciem. Jego pięść wystrzeliła w moim kierunku. Zrobiłam unik, czując jak poruszone siłą ciosu powietrze muska skórę mojego policzka. Chwilę później z dziką furią rzuciłam się do przodu trafiając go w szczękę i powalając na ziemię. Ten drań nie miał w sobie za grosz uprzejmości, żeby jęknąć z bólu pod wpływem siły mojego ciosu. Udało mi się w tym czasie odsunąć na bezpieczną odległość. Wstał nieśpiesznie z podłogi, zachowując pozorny spokój, ale w jego oczach czaiła się chęć zemsty. W walce na krótki dystans nie miałam z nim żadnych szans. Musiałam zadawać ciosy i robić uniki, i tak w kółko, dopóki starczy mi sił. Otarłam pot z oczu, a potem rozprostowałam palce, próbując się rozluźnić. Nie dam rady go pokonać. Myśl ledwo pojawiła się w mojej głowie, gdy rzucił się na mnie jak jastrząb, przewyższając mnie pod względem szybkości, mocy i niewiarygodnej siły. Robiłam tyle uników i bloków, ile się dało, częstując go kopniakami i ciosami, ale miałam świadomość, że i tak go nie pokonam. Zresztą oboje doskonale o tym wiedzieliśmy. Nie musiał być szybki. Wystarczyło, że był ode mnie silniejszy i miał większe doświadczenie. Po jakimś czasie nie zdołałam zasłonić się przed kilkoma z jego ciosów. Brakowało mi tchu, byłam poobijana i posiniaczona, ale jakimś cudem trzymałam się jeszcze na nogach. Mimo ciągłego blokowania i walki, jego pięść trzasnęła mnie w podbródek tak, że aż odskoczyła mi głowa. Zachwiałam się i poleciałam w tył. Gwiazdy zatańczyły mi przed oczami. Mój umysł spowiła ciemność. Wydawało mi się, że zaraz stracę przytomność, ale potrząsnęłam głową, odpędzając od siebie to wrażenie. W ulotnym przebłysku świadomości dostrzegłam jak Nathaniel szybkim krokiem przedziera się przez grupkę gapiów, którzy postanowili popatrzeć na to widowisko. Natychmiast znalazł się przy mnie, badając dłońmi moją twarz i szyję. Jego twarz wykrzywiał grymas złości.
- Nic ci nie jest? – zapytał ze ściśniętym gardłem.
- Nic mi nie jest, naprawdę – wykrztusiłam schrypniętym głosem.
Chwycił mnie za rękę i przycisnął ją sobie do serca. Biło jak szalone, zapewne ze strachu. Zupełnie jak moje – pomyślałam z lekkim rozbawieniem.
- Zabiję go – powiedział, jak ze zgrozą zauważyłam; śmiertelnie poważnie - Nie miał żadnego prawa.
- Nie gadaj, lepiej pomóż mi wstać – odparłam z nagłym zmęczeniem – I to ja pierwsza zaczęłam. Powiedział, że nie umiem się bić.
- Jesteś taka lekkomyślna – powiedział zabawnie marszcząc brwi.
- I kto to mówi! – chciało mi się śmiać
Podniósł mnie, a ból przeszył moją klatkę piersiową. Wrażenie było podobne do tysięcy rozgrzanych do czerwoności igieł, które wbiły się o wiele za głęboko w mięśnie. Syknęłam, wspierając się na nim, gdy pomieszczenie zawirowało mi przed oczami. Zanim wrócę do domu, siniaki udekorują mnie od stóp do głów. Tylko co ja powiem babci?
Kiedy już się otrząsnęłam zobaczyłam, że naprzeciwko mnie stoi chłopak, który właśnie spuścił mi niezłe lanie. Kiedyś się mu za to odpłacę. Obiecuję. Ta myśl dodała mi siły. Uniosłam dumnie podbródek.
- Muszę powiedzieć, że trochę źle cię oceniłem – oznajmił patrząc mi nieprzyjaźnie w oczy. Nie miał żadnych uszkodzeń na ciele, oprócz jednego, dużego siniaka, rozlewającego się mu pod okiem. Widać było, że dość mocno go uderzyłam. Zasłużył sobie, drań. Przynajmniej tak łatwo mnie nie zapomni - ale i tak jeszcze wiele ci brakuje. I jeśli masz zamiar uczyć się od tego tchórza, to lepiej, żebyś sobie odpuściła – dodał beznamiętnie.
Czułam jak Nathan, o którego cały czas byłam wsparta, na te słowa cały się zjeżył.
- Znacie się? – spytałam zaskoczona.
- Niestety tak – odparł Nathaniel z takim samym obojętnym chłodem jak tamten – aż trudno uwierzyć, że kiedyś byliśmy przyjaciółmi – zaśmiał się w taki sposób, że przeszył mnie lodowaty dreszcz. Ale nie ma co wspominać. To co było nigdy nie wróci. Wcale się nie zmieniłeś Ryan.
- A ty tak - syknął wściekle - jesteś większym tchórzem niż kiedyś.
Czuć było między nimi ogromne napięcie. Kiedyś byli przyjaciółmi. Ciekawe co było przyczyną końca ich przyjaźni. Co takiego mogło się stać?
- Muszę już iść – oznajmił Ryan - miło było cię poznać Kiro.
Skąd on znał moje imię? Milczałam, nie mogąc wykrztusić z siebie nawet słowa. Patrzyłam tylko, jak odchodzi, kulejąc lekko, i próbowałam zaczerpnąć odrobinę powietrza w płuca.
  • awatar Gość: jesteś niesamowitaaa :)
  • awatar Gość: proszę o 5 ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
  • awatar justynaaa.!: słodkie*_*...zapraszam do mnie
  • awatar .incognita.: dzięki za obserwację. też dodaję.:D co do wpisu...zgadzam się z tym. jak dla mnie pies wie co to prawdziwa przyjaźń i umie nią obdarzać. szkoda, że inni tego nie umieją docenić.
  • awatar Friends♥: prawda. sweet zdjątko wbij
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W jednej chwili w głowie pojawiły się setki myśli:
Boję się tego, że będę zwykłym szarym człowiekiem. Tego, że nie spotkam osoby, która uczyni moje życie wyjątkowym. Także tego, że nie będę w stanie dawać radości osobom, które kocham.
Boję się życia…
Ale najbardziej boje się tego, że nigdy nie zrozumiesz, co chce Ci powiedzieć; że kocham Cię odkąd Cię poznałam, bo jest to dla mnie za trudne.
- Boję się pająków – odpowiedziała ”